Radio Niepokalanów

Dziś jest czwartek, 17 maja 2012 roku
Imieniny: Brunona Paschalisa

Franciszkańska dusza Józefa Chełmońskiego

  • PDF

chelmonskiPolski artysta malarz, Józef Chełmoński, (1849 – 1914) jest na fali, gdyż zbliża się setna rocznica jego śmierci. Zmarł 6 kwietnia 1914 roku we wsi Klukówka koło Radziejowic, w dworku, w którym spędził ostatnie 25 lat życia. Zgodnie z ostatnią wolą zmarłego złożono go w grobowcu sąsiadującym z mogiłą ks. Franciszka Barnaby Pełki na cmentarzu w Ojrzanowie. Ks. Pełka był przyjacielem artysty, doradcą i spowiednikiem. Malarz, wrażliwy na sprawy piękna, dobra i prawdy, jak to bywa z artystami, potrzebował duchowego wsparcia i takie znajdował w osobie ks. Pełki. Był to kapłan z doświadczeniem franciszkańskim, gdyż przez pewien czas należał do wspólnoty Ojców Bernardynów. Poza tym przyjaźnił się z całą rodziną Chełmońskich. Po śmierci Chełmońskiego proponowano rodzinie, aby ze względu na sławę artysty przenieść trumnę z jego ciałem na Skałkę w Krakowie, ale rodzina, dla uszanowania woli artysty, jak też ze względu na jego upodobania do spraw najprostszych, nie wyraziła zgody na ekshumację. Artysta przed śmiercią powiedział: „Będą robić szopki ze mną po śmierci, ale co mi po tym. Ja tego nie chcę, niech mnie zostawią w spokoju”.

Malarz Józef Chełmoński jest synem Ziemi Łowickiej, stąd szczególnym zainteresowaniem darzą go koła artystyczne tych stron. Urodził się we wsi Boczki koło Łowicza. Gdy miał 13 lat, rodzina Chełmońskich przeniosła się do Teresina i zamieszkała w majątku Epsteinów, nabytym potem przez księcia Władysława Druckiego Lubeckiego. Ojciec Józefa, również Józef, pełnił w Teresinie obowiązki administratora majątku. Dzierżawił też folwark w Serokach. Spoczywa na parafialnym cmentarzu w Pawłowicach. Istnieje przekaz, że obraz „Męczeństwo św. Bartłomieja” został namalowany przez Chełmońskiego dla kościoła w Pawłowicach po to, aby proboszczowie następnych pokoleń nie zapominali o mogile jego ojca. W nieco odległym Szymanowie matka malarza miała swój drewniany dom, który do dziś można oglądać, tyle że jest pokryty papą, a nie jak wtedy strzechą. Przyjeżdżał tam często malarz i spędzał całe lato. Na cmentarzu w Szymanowie znajduje się grobowiec jego matki i dwóch ciotek.

Ośrodki kultury tego rejonu zabiegają, aby rok 2014 ogłosić Rokiem Chełmońskiego. Słuszna idea i należy ją wspierać, gdyż treści obrazów tego artysty pokazują piękno polskiej przyrody i nasze polskie tragiczne dzieje. Z mazowieckiej ziemi czerpał twórcze natchnienie i treści obrazów.

Zwrócono się do mnie z prośbą o przetłumaczenie łacińskiego wpisu do „Ksiąg Metrykalnych” Łowickiej Kolegiaty o narodzinach i chrzcie Józefa Chełmońskiego. Zapis krótki, więc go tu przytaczam w przekładzie: „Roku Pańskiego tysiąc osiemset pięćdziesiątego, dnia dwudziestego siódmego kwietnia, ja Jan Wywuzki, zastępca proboszcza kościoła parafialnego i sławnej Kolegiaty Łowickiej, ochrzciłem z wody dziecko płci męskiej o imieniu Józef Marian Chełmoński, syna szlachetnych, prawowitych małżonków, Józefa Chełmońskiego i Izabeli z domu Łoskowskiej, urodzonego we wsi Boczki dnia siódmego listopada ubiegłego roku w nocy o godzinie dziesiątej. Rodzicami chrzestnymi byli: Antoni Chełmoński ze wsi Chyjno i Florentyna Łoskowska ze wsi Polesie”.

Dla weryfikacji zapisu sięgnąłem do literatury o malarzu, obejrzałem też z ciekawości jego prace zgromadzone w Muzeum Narodowym, czy w pałacu w Radziejowicach, bądź to w albumach z reprodukcjami. Dotychczas znałem tylko niektóre z nich, zazwyczaj umieszczane w podręcznikach lub encyklopediach, jak „Babie lato” i „Lecące żurawie”. Lektura opracowań i przegląd dzieł malarskich wykazały franciszkańską duszę mistrza. Pia Górska, która w książce „Paleta i pióro” dokładnie notowała wydarzenia na bieżąco z życia malarza, przytacza taką jego wypowiedź, gdy trzymał w ręku źdźbło trawy z kropelką rosy: „Widzi pani: pole i rosa. Zdaje się nic, a to bardzo trudno oddać taką szarość. Ludzie są idioci! Myślą, że tylko ten służy Bogu, kto się na klęczkach modli, a ja mówię, że wymalowanie takiego pola z rosą , to jest służba Boża i może lepsza od innej!” Ta wypowiedź może być przedłużeniem „Pieśni słonecznej” św. Franciszka z Asyżu. To, co wyśpiewał w strofach św. Franciszek, Chełmoński przeniósł na płótno i uwiecznił w swoich obrazach. Pełny talent i upodobania w tego typu tematach ukazał przede wszystkim w ostatnim etapie życia, w umiłowanej Klukówce, w której nabył dworek z niewielką posiadłością. To był najbardziej twórczy okres jego życia. Zafascynowała go przyroda i jej Twórca – Bóg, przy czym, jak zauważają biografowie, „nie są to dla niego tematy osobne. Natura w jego sposobie pojmowania świata została ubóstwiona, a Bóg stał się czymś naturalnym, bliskim człowiekowi… Przyroda jest niezgłębiona i Bóg jest niezgłębiony, przyroda jest cudem i Bóg czyni cuda. Kropka. Nie ma w tym nic, co człowiek musi zrozumieć, wcisnąć w schematy” („Ziemia Chełmońskiego”, album z tekstami Aleksandry Gołębiewskiej i Wioletty Pilarz, Żyrardów 2011, s. 11).

Nie mamy pełnego wykazu prac Józefa Chełmońskiego. W latach, gdy przebywał w Paryżu, malował wiele obrazów na zamówienie nabywców z różnych krajów, przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych Ameryki. Czy w obrazach tam namalowanych mogły być tematy franciszkańskie? Może nawet postać samego św. Franciszka. Nie wiemy. W obrazach, które są nam znane, pełno żywej natury: łąki, kwiaty, jeziora, pejzaże letnie, jesienne i zimowe. Na ich tle wspaniałe zwierzęta i ptaki – konie, bociany, żurawie, żaby, zające, kuropatwy i czajki. Bajeczne obrazy świtu, porannych mgieł i burzy. Są doskonale bliskie naturze, widzi się w nich utrwalony ruch i słyszy się utrwalony głos: lecące ptaki, tętent kopyt końskich, dźwięk fujarki… Jeden z ostatnich obrazów Chełmońskiego, namalowany w Kuklówce, to „Krzyż w zadymce”, według modelu krzyża z drewnianego kościółka w Boczkach, do którego jako dziecko chodził z rodzicami. Krzyż z kościółka św. Rocha, jak u św. Franciszka – z kościółka św. Damiana.

Franciszkańską duszę Chełmońskiego bardzo trafnie ujęła autorka wspomnianego albumu: „Przyrodę i Boga przyjmuje się przecież tak po prostu… Gdy czyta się wspomnienia o Chełmońskim, trudno nie ulec wrażeniu podobieństwa jego poglądów do postawy Prostaczka z Asyżu. Ludzka głupota, obłuda, fałsz stanowiła przeciwwagę dla życia „najniewinniejszych sług Bożych”, czy jak powiedziałby św. Franciszek - „braci mniejszych”… Chełmoński głęboko wierzył, że Bóg kocha ludzi, którzy szanują Jego stworzenia”. Inna autorka „Dzienników”, Maria z Łubieńskich Górska, napisała o tym Mistrzu Pędzla i Palety: „Śliczna, podniosła i czysta dusza była w tym artyście. Usposobienie religijne wrodzone i taki dar modlitwy, że jak siedział obok nas w Chojnackim kościele, widziałam nie raz, jak zakrywszy twarz rękami, łzy na ławkę spływały”. Jak w „Kwiatkach św. Franciszka z Asyżu”.

o. Roman Aleksander Soczewka, franciszkanin

Niepokalanów, 7 lutego 2012 roku

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Wiadomości Kościół Franciszkańska dusza Józefa Chełmońskiego